Na zakupy tylko do Ciechanowca

Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. fot. Anna Czyżewska

Relacja z wizyty studyjnej białoruskich muzealników w Polsce, dzień trzeci.

Dwa pierwsze dni były męczące. Dzień trzeci niewiele się od nich różnił. Zaczęliśmy go od wizyty w Policealnym Studium Ikonograficznym. Niestety, nie udało nam się spotkać z ks. mitratem Leoncjuszem Tofilukiem. Działalność szkoły w skromny sposób przedstawiła nam jedynie nauczycielka. Nie dawaliśmy za wygraną i zasypywaliśmy ją pytaniami, na które nie zawsze potrafiła nam odpowiedzieć. Bo jak ikonopisarz ma odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pisze ikony? Ile czasu trwa pisanie jednej ikony? Jak należy się przygotować do pisania? Jakie kryteria trzeba spełnić, aby zostać jej uczniem? Nie wszystkie zagadnienia udało nam się zgłębić.

Przed południem dotarliśmy do Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Zwiedzanie zaczęliśmy od wnętrz pałacowych, które dzięki hojności prywatnego darczyńcy zostały w ostatnich latach wyposażone w zbiory dokumentujące życie elit z przełomu XIX i XX wieku. Przerwę w zwiedzaniu spędziliśmy na spotkaniu z Dyrekcją i pracownikami muzeów. Był to czas na wzajemne poznanie się, rozmowę o naszej pracy i prezentację projektu „Muzeum Aktywne”. Rozmowa przeniosła się w przestrzeń mniej formalną, gdy przeszliśmy na ekspozycję. Mieliśmy możliwość zobaczyć działający młyn wodny – jedyny obiekt in situ w muzeum, w którego wnętrzu od kilku lat działa muzeum chleba, dział pszczelarstwa i ziołolecznictwa, gdzie wszyscy nabyli mieszanki ziołowe i herbatę malinowo-lipową, a dzięki hojności naszych gospodarzy, każdy otrzymał Sok z czarnego bzu. Kolejnym punktem programu był poczęstunek, którym zostaliśmy podjęci w jednej z chałup. Najedzeni ruszyliśmy na oglądanie obiektów: chałupy białoruskiej, zagrody drobnoszlacheckiej, chałupy biedniackiej, wikarówki i najnowszego muzealnego nabytku – XIX-wiecznego kościoła z Bogut, który został przeniesiony dzięki środkom unijnym. Wizytę w Muzeum Rolnictwa zakończyliśmy na ekspozycji maszyn rolniczych. Tam widzieliśmy m.in. MOPSy i BULLDOGi – ciągniki wyprodukowane przez monachijską firmę LANZ jeszcze przed II wojną światową, które w ostatnich latach przeszły renowację – tym razem dzięki środkom Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Widzieliśmy też kilka obiektów, które dzięki ministerialnej dotacji na zakup kolekcji muzealnych, trafiły na ekspozycję w ostatnich dniach.

Wieczór spędziliśmy w Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, gdzie Doroteusz Fionik i Tomasz Sulima zapoznali uczestników z działalnością tego niezwykłego miejsca. Bo jest to muzeum prowadzone przez organizację pozarządową i nakierowane przede wszystkim na pracę z lokalną białoruską społecznością. Ale nie tylko Białorusinom poświęcają swoją uwagę. W kuluarowej rozmowie mówili nam o działaniach związanych z pamięcią o żydowskich mieszkańcach Bielska Podlaskiego. Jedliśmy wspólną kolację, słuchaliśmy białoruskich pieśni, oglądaliśmy filmy dokumentujące aktywność studziwodzkiego Muzeum, i wreszcie, niesamowicie zmęczeni, po 13 godzinach wróciliśmy do naszego hotelu.

Anna Czyżewska

Wizyta studyjna jest częścią programu „Muzeum Aktywne” realizowanego przez Stowarzyszenie „Pracownia Etnograficzna”.
Partnerem projektu jest Muzeum Podlaskie w Białymstoku.
Patronat medialny nad projektem objął portal SKANSENY.NET.

Projekt sfinansowany w ramach programu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności STP – Wizyty Studyjne w Polsce 2013-2014 realizowanego przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu.